Blu42 Media

Front matter

strona 16/894

ponad wszelką wątpliwość z samychże aktów. Wolno też przypuszczać, że i na statuty nakładające grzywnę (28 grzywien) na Starostę, jeżeliby się nie stawił na terminie granicznym z 1511 r., dalej na ponowienie statutu Jana Olbrachta dokonane w 1519 r., by głównie świadectwem starców zaprzysiężonych a nie dokumentami lub znakami kierowano się przy rozgraniczaniu, na statut z 1523 r. postanawiający, by komisarze do rozgraniczeń dóbr prywatnych od królewskich byli szlachtą osiadłą w tej ziemi, w której odbywa się rozgraniczenie, dalej na mandat z 1550 r., by Starostowie po dokonanem rozgraniczeniu krzywd żadnych szlachcie nie czynili i by poddani starościńscy gruntów odgraniczonych ani pastwiskami ani barciami ani innym sposobem nie używali, na mandat z 1563 r., aby każdy Starosta, któryby rozsypał kopce graniczne napowrót je usypał do terminu wskazanego i to pod utratą godności starościńskiej, słowem na cały rozwój prawodastwa granicznego w duchu obrony własności ziemskiej od samowoli starościńskiej, wpływały także nasze województwa. Spotykamy też w aktach przemyskiego Podkomorzego dowody, że życzeniem szlachty tamecznej było, by czasowy zastępca Podkomorzego, ad hunc solum acium wysłany, był zaprzysiężonym, które to zadanie, jak wiadomo, dopiero na początku XVII. w. szlachta przywiodła do skutku na sejmie. Alo nie tutaj kończy się cywilizacyjne znaczenie Podkomorzego i w ogólności prawa granicznego w województwach wschodnich. W podgórskiej części przemyskiej ziemi spotyka się w ciągu stulecia całe generacye szlachty wiodącej spory z sąsiadami zaciekłe, z ojca na syna spadkiem przechodzące, spory niekiedy bardzo krwawe, opierające się o sądy grodzkie, a więc o królewską powagę. Wejrzyjmy do takich Bolanowic, Horysławic, Stobna, Stobieńca, a zobaczymy całe klany trzymającej się głowy rodu szlachty, która z zaciekłością wznawia dawne ojców z sąsiadami spory i z całem zacięciem jurnych kresowców je toczy. Już pod koniec XV. w. przedmiotem ataków tych niespokojnych duchów jest episkopat Przemyski i pozostaje nim przez połowę XVI. wieku, a i możne rody Herburtów, Pileckich itp. odczuwają siłę tych napaści. Z księgi tej najstarszej podkomorskiej przemyskiej można zestawić cały szereg owych czupurnych rodów jak Brześciańskich, Bratkowskich, Chłopickich, Chmieleckich, Jaskmanickich, Koniuszeckich, Milczyckich i Nikłowskich, Stawskich, Staromiejskich, Starzechowskich, Trojeckich, u których spory graniczne nie były wcale rzadkością. Tacy np. Zamiechowscy w ciągu lat sześćdziesięciu ośmiu, a więc dwóch genoracyi wiedli nie mniej jak trzynaście sporów granicznych. I tak wskazują akta podkomorskie, że mieli oni spór w I5l5 r. z Chmielkiem, w następnym roku z Stanisławem z Hniewnowic, w 1522 r. również z tymże sąsiadem, w 1536 r. z Budkiem z Kalenikowa, w 1540 r. z Łowieckimi z Nakła, w 1541 r. z Pileckimi, w 1556 r. z Chmieleckim ze Stobieńca spór, który trzykrotnie zachodzi w aktach tegoż roku, taksamo w 1560 mieli spór z Chmieleckimi, a w trzy lata później z Starzechowskim i znowu w 1565 r. z Chmieleckim, a w 1582 r. z Łowickimi. Miejscowości takie jak Piskorzowa Sośnica, Orliska, Karczmiska, na granicach spornych stron będące, gdzie zasiadał sąd graniczny, taki Lalin dział w Sanockiem w sprawach Humnickich, Pełków, Pakoszowskich, aż nazbyt często

XXI

powtarzają się w aktach. A jeżeli o jakichkolwiek poważniejszych zaburzeniach nawet o zwykłych zabójstwach z powodu granic nie słyszymy, to zaiste trudno nie uznać kojącego na namiętności ludzkie wpływu tych, którzy szafowali owo prawo graniczne, wiodąc strony do zgody. Urząd podkomorski miał tutaj wielkie pole do działalności obywatelskiej w kierunku zgody.